O co chodzi Mateuszowi Morawieckiemu?Jakiekolwiek porównania z Mateuszem Morawieckim i z jego inicjatywą są chybione - powiedział
Marek Borowski w programie
Fakty po Faktach w
TVN24 pytany o podział w Sojuszu Lewicy Demokratycznej na początku 2004 roku. - Nastąpił on w sytuacji, kiedy SLD, które w roku 2001 wygrało wybory z 41% głosów, po 2,5 roku zjechało do 9%. Jednocześnie mieliśmy aferę Rywina, aferę starachowicką, wiele przypadków korupcji politycznej, nepotyzmu, obsadzania stanowisk ludźmi, którzy się do tego nie nadawali, ale mieli legitymację partyjną i potem nadużywali tych stanowisk. Niestety reakcja na to była słaba i to spowodowało, że wyborcy zaczęli się gwałtownie od nas odwracać. Z mojej strony, ale nie tylko, bo wtedy stanowiliśmy grupę, w której był i Włodzimierz Cimoszewicz, i Andrzej Celiński, i szereg osób z czołówki Sojuszu Lewicy Demokratycznej, było najpierw domaganie się zmian, przede wszystkim zwołania kongresu, nowych wyborów, odnowienia partii. Nie było na to zgody i stąd decyzja o stworzeniu osobnej partii.
Jak tłumaczył senator, w PiS sytuacja jest zupełnie inna.- Po pierwsze Prawo i Sprawiedliwość przed rozłamem miało poparcie rzędu dwudziestu paru procent, więc to jeszcze nie była tragedia. Po drugie, w naszym przypadku podział miał podstawy moralne, natomiast tutaj mamy sytuację, w której Mateusz Morawiecki jako wieloletni premier, jest odpowiedzialny albo bezpośrednio, jak na przykład za wybory kopertowe, albo pośrednio za wszystkie przekręty i nadużycia, które miały miejsce, łamanie praworządności i Konstytucji. Jest lista afer, o których on teraz nie mówi. My w 2004 roku, po dyskusjach i odmowie zmian w Sojuszu Lewicy Demokratycznej, wystąpiliśmy z niego nie mając na plecach żadnych obciążeń.
Mówiąc o szansach Rozwoju Plus senator przypomniał liczne obietnice Mateusza Morawieckiego z czasów jego premierostwa.
- Mateusz Morawiecki dał się poznać jako fantasta i demagog, i to dużej klasy. Przecież ci, którzy nie mają krótkiej pamięci, pamiętają wszystkie zapowiedzi inwestycji i programów, którymi zagrzewał Polaków do głosowania na Prawo i Sprawiedliwość. Miał być Centralny Port Komunikacyjny, przez kilka lat rozgrzebany, niewiele posunięto do przodu tę wielką inwestycję. Miała być flotylla promów bałtyckich, a skończyło się smętną stępką oraz prawie że upadkiem w stoczni. Elektrownię w Ostrołęce trzeba było wyburzyć, bo po prostu się nie nadawała do użytku. Miał być program Żwirko i Wigura, w ramach którego Polska stałaby się światowym liderem w produkcji dronów. Następnie Lux Torpeda, program dla polskich kolei, dzięki któremu pociągi miały jeździć z prędkością 250-300 km na godzinę. Jakiś robot medyczny, samochód elektryczny Izera, mieszkanie plus. No i sprawa imigracji, słynna afera wizowa.
Zdaniem senatora, Morawiecki jest świetny w ogłaszaniu różnego rodzaju zamiarów, ale jest nieudacznikiem. - On to psuje, nie potrafi zrobić, nie potrafi dokończyć. Jego ludzie, może z pewnymi wyjątkami, również. Niektórzy może trochę lepiej się zapisali, ale generalnie rzecz biorąc, za co się nie wzięli, czego nie ogłosili, to najpierw wyglądało to bombastycznie i wspaniale, a potem się okazywało, że nic z tego nie wynika.
Jak podkreślił senator, ten pan już pokazał, co potrafi, a właściwie czego nie potrafi. I trzeba będzie o tym przypominać.
- Oświadczył, że Rozwój Plus będzie działał w oparciu o 10 filarów. Na przykład pierwszy filar to jest patriotyzm jako busola każdej decyzji. Ale o których patriotów mu chodzi? Bąkiewicz na przykład to jest dobry patriota? Dzisiaj problem z patriotyzmem w Polsce polega na tym, że każdy, kto wymachuje flagą, uważa się za patriotę.
Senator zgodził się, że patriotami są ci, którzy - jak stwierdził Morawiecki - podbijają zagraniczne rynki, rozsławiają Polskę, więc być może byłaby to busola każdej jego decyzji, tyle że raczej nieczynna jeśli wziąć pod uwagę to, co zrobił albo czego nie zrobił jako premier.
- Poza tym ja bym do definicji patriotyzmu dodał jeszcze parę rzeczy, jak na przykład przestrzeganie prawa. Pan Morawiecki jest znany z tego, że miał to w głębokim poważaniu, to znaczy realizował to, co Kaczyński chciał, żeby realizował. Obserwuję go od dawna, czytałem jego teksty z okresu, kiedy był w Radzie Gospodarczej przy Donaldzie Tusku, czego wypiera się oczywiście teraz: był, ale nie był? Ale znalazłem teksty, które wtedy drukował w gazetach, między innymi w Gazecie Wyborczej, w których bardzo wychwalał ekonomiczną politykę Tuska, m.in. zachęcał go do podniesienia wieku emerytalnego. To jest karierowicz pierwszej wody.
Jak dodał senator, Mateusz Morawiecki może mieć jakiś dobry pomysł.
- Nie mówię, że nie. Ja tylko stwierdzam, że w całości jego bombastyczne zapewnienia i wielkie wizje, jakie tworzy, może by kogoś przekonały, gdyby on wystąpił z nimi po raz pierwszy. Tyle że on już z nimi występował i wszystko to okazało się nic nie warte. Wyborcy, którzy powiedzieli, że na niego zagłosują, są praktycznie wyłącznie z PiS-u i troszeczkę z pośród tak zwanych niezdecydowanych. Czy może więcej osiągnąć? Dużo zależy od zachowania PiS. Jeżeli Jarosław Kaczyński będzie w dalszym ciągu szybkim tempem zmierzał w kierunku Brauna, to być może napędzi kolejnych wyborców PiS-u Morawieckiemu. Natomiast jeżeli pójdzie po rozum do głowy i przestanie umizgać się do radykalnych, ksenofobicznych, nacjonalistycznych, antysemickich i antyukraińskich środowisk, to wtedy nie sądzę, żeby Morawiecki zrobił wielką karierę. Ale jemu też nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby zdobyć poparcie ponad 5% w wyborach, albo dogadać się wcześniej z Kaczyńskim na wspólne listy z dobrymi miejscami, albo, jeżeli nie, to później być języczkiem uwagi. To jest, moim zdaniem, jego taktyka.
TVN24; Fakty po Faktach - 3.08.2026Powrót do "Wiadomości" /
Do góry