Strona główna
Wiadomości
Halina Borowska - Blog żony
Życiorys
Forum
Publikacje
Co myślę o...
Wywiady
Wystąpienia
Kronika
Wyszukiwarka
Galeria
Mamy Cię!
Ankiety
Kontakt




Wiadomości / 24.03.24, 19:30 / Powrót

Nie chodzi o to, żeby gonić króliczka

Udowodnienie Adamowi Glapińskiemu niektórych ze stawianych mu zarzutów może być trudne, ale jest możliwe - uważa Marek Borowski. Jak mówił senator w radiu TOK FM, nie będzie np. łatwo udowodnić, że uchybił on nakazowi apolityczności prezesa NBP oraz zakazowi prowadzenia działalności publicznej, nie dającej się pogodzić z godnością jego urzędu.
- Sformułowanie jest bardzo pojemne. Z mojego punktu widzenia, jeżeli prezes Narodowego Banku Polskiego, instytucji, która powinna świecić niezależnością, jest faktycznie funkcjonariuszem partii rządzącej, konkretnie PiS-u, a dawał tego liczne dowody łącznie z publicznym chwaleniem - to może nawet za mało powiedziane, bo to, co mówił o prezesie PiS-u, to było jakieś bałwochwalstwo. Z drugiej strony opozycję określał jako szkodników, którzy, gdyby doszli do władzy, to nastąpiłby jakiś Armagedon, nieszczęścia itd. Takich występów miał sporo i te wszystkie jego wypowiedzi, zachowania itd. powinny być pokazane, choćby po to, żeby na przyszłość nic takiego nie miało miejsca.
Zarzut utrudniania niektórym członkom Rady Polityki Pieniężnej oraz NBP wykonywania obowiązków konstytucyjnych i ustawowych jest, zdaniem senatora, z całą pewnością do wyjaśnienia.
- Paweł Mucha, członek zarządu NBP, dość szeroko publicznie wypowiadał się w tej kwestii. Muszę powiedzieć, że przez 30 parę lat demokratycznej Polski i działalności Narodowego Banku Polskiego różne rzeczy się zdarzały, ale to zawsze była instytucja hermetyczna, gdzie sprawy, jeżeli w ogóle były, załatwiano wewnętrznie, nie wywlekano ich na zewnątrz. Natomiast tutaj mamy do czynienia z czymś zupełnie niebywałym. Członek zarządu oskarża prezesa o to, że nie pozwala mu pracować, odcina go od informacji, rozdziela pieniądze - to osobny temat - w jakiś feudalny sposób. To na pewno wymaga badania. Glapiński wprowadził też wewnętrzną cenzurę, gdzie np. członek Rady Polityki Pieniężnej nie mógł uzyskiwać bezpośrednio informacji np. od dyrektora departamentu, czy pójść do niego, porozmawiać z nim i tak dalej. To jest jakieś szkodliwe dziwactwo.
Komentując zarzut w sprawie uchybienia obowiązkowi współdziałania z ministrem finansów przez wprowadzenie go w błąd poprzez bezpodstawne udzielenie pisemnej informacji o prognozowanej wpłacie do budżetu na 2024 rok z zysku NBP za 2023 r. 6 mld zł senator stwierdził, iż byłby tu ostrożniejszy.
- Trzeba zbadać, na jakiej podstawie prezes Glapiński informował, że będzie zysk i czy nie mógł przewidzieć straty. Krótko mówiąc rzecz polega na tym, czy te informacje były oparte na dostatecznych przesłankach, czy też była to jakaś gra. Miałaby ona, jak wyjaśniał senator, polegać na tym, że dla rządu, który prezes lubił, zrobiłby wszystko, żeby te 6 mld zł otrzymał, natomiast jak się odbyły wybory, w których wyniku pojawił się rząd, którego nie lubił, to zrezygnował z tego, co miał zamiar zrobić i w związku z tym NBP poniósł stratę w wysokości co najmniej 17 mld zł.
Najbardziej dynamiczna i gorąca debata będzie się toczyła, zdaniem senatora, wokół zarzutu pośredniego finansowania przez bank centralny deficytu budżetowego w latach 2020-2021. Marek Borowski zwrócił uwagę na różnice poglądów w tej sprawie wśród liczących się ekonomistów.
- Podobne akcje prowadził Europejski Bank Centralny. Pandemia spowodowała jak wiadomo potężny kryzys i obawę, że nastąpi coś w rodzaju kryzysu amerykańskiego sprzed wojny. Chodziło o rozluźnienie reguł, o doprowadzenie pieniądza do firm, które nagle zetknęły się brakiem popytu. No więc wydawać by się mogło, że tu ten zarzut może być chybiony. Ale z drugiej strony głębsza analiza pokazała, że z jednej strony NBP skupował obligacje Skarbu Państwa, czyli dostarczał gotówki rządowi, ale z drugiej strony prowadził również operację ściągania pieniędzy własnymi bonami. To by z kolei świadczyło o tym, że jednak postępował niezgodnie z konstytucją, to znaczy bezpośrednio pokrywał deficyt budżetowy, co jest niedozwolone.
W audycji padło pytanie, czy chodzi o to, żeby faktycznie postawić Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu i doprowadzić do jego ukarania, czy też o to, żeby gonić króliczka i zmusić prezesa NBP do prowadzenia takiej polityki pieniężnej, która byłaby korzystna z punktu widzenia rządu.
- Myślę, że temat o co chodzi będzie roztrząsany długo, a ja chcę się odkleić od tego sposobu rozumowania. Po prostu chcę postawić pytanie, czy takie postępowanie prezesa Narodowego Banku Polskiego ma pozostać bez konsekwencji, czy też konsekwencje, choćby w postaci skierowania wniosku do Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej, powinny mieć miejsce. Jeżeli z góry uznamy, że chodzi tylko o to, żeby gonić króliczka to okaże się, że to jest kompletnie bezkarne, a tak też nie może być.

Radio TOK FM - 21 marca 2024

Powrót do "Wiadomości" / Do góry